Polish Student Organization

PSO jest organizacją zrzeszającą studentów i absolwentów uczelni nowojorskich oraz z okolic Nowego Jorku. Naszą misją jest integrowanie młodych ludzi polskiego pochodzenia oraz szerzenie informacji na temat możliwości wyższego wykształcenia w Stanach Zjednoczonych wśród Polonii amerykanskiej. Poprzez organizowanie wydarzeń kulturalnych oraz sesji informacyjnych, propagujemy znaczenie wyższej edukacji oraz jednoczymy młodych ludzi pragnących dzielić się swoimi doświadczeniami. Od dłuższego już czasu jesteśmy ważnym źródłem informacji o studiach w Ameryce, zaś jednym z naszych priorytetów jest rozwinięcie naszego programu stypendialnego dla studentów polskiego pochodzenia.

Nasza strona w dużej mierze odzwierciedla naszą działalność. Możecie tu znaleźć informacje o naszej organizacji, nadchodzących wydarzeniach, a także o amerykańskim systemie edukacji i o tym jak dostać się na studia w USA.

Wszystkich, ktorzy dysponuja chwila wolnego czasu i pokladami energii, albo tych  ktorzy chca nas dopingowac i wspierac nas duchowo, zapraszamy do wstapienia w szeregi PSO. Stancie sie czescia wyjatkowej i jedynej w swoim rodzaju organizacji polonijnej non-profit, ktora juz od przeszlo dwudziestu lat sluzy niestrudzenie wszystkim, ktorzy tego potrzebuja. Stan sie jednym z czlonkow naszej wielkiej rodziny, baw i ucz sie sie razem z nami. Spedzaj swoj wolny czas w doborowym towarzystwie i poznawaj ludzi, ktorych nie spotkasz nigdzie indziej!

ZAPRASZAMY!!!

Organizacja Studentów Polskich

Część 3 – “Liga Bluszczowa”

ELITARNE UCZELNIE USA

Część III – “Liga Bluszczowa”

Autor:  Katarzyna Kowalska
Data publikacji: maj 2006.


Niniejszy tekst był pierwotnie opublikowany jako artykuł w Nowym Dzienniku.


Wysłać dziecko na jeden z uniwersytetów Ligi Bluszczowej to marzenie tysięcy amerykańskich rodziców. Dyplom tych uczelni nadaje prestiż jak z żadnych innych. Absolwenci Ligi Bluszczowej mają przed sobą otwarte drzwi do do świata biznesu, akademii, prawa, medycyny i innych zawodów.

A co właściwie oznacza “Liga Bluszczowa”? Kto do niej należy? Członkami Ligi Bluszczowej (ang. Ivy League) jest osiem starych wyższych uczelni Wschodniego Wybrzeża:

  • Brown University w Providence (RI), założony w 1764 jako Rhode Island College
  • Columbia University w Nowym Jorku, założona w 1754 jako King’s College
  • Cornell University w Ithaca (NY), założony w 1865
  • Dartmouth College w Hanover (NH), założony w 1769
  • Harvard University w Cambridge (MA), założony w 1636
  • University of Pennsylvania in Filadelfii (PA), założony w 1751 jako Academy of Philadelphia
  • Princeton University w Princeton (NJ), założony w 1746 jako College of New Jersey
  • Yale University in New Haven (CT), założony w 1701 jako Collegiate School.

Nic dziwnego, że uniwersytety Ligi Bluszczowej nazywane też są czasami “starożytną ósemką” (ang. Ancient Eight – można tu ironicznie zauważyć, że jak widać dla Amerykanów czasy starożytne to wszystko przed Deklaracją Niepodległości). Do Ligi należy więc najstarsza uczelnia USA (Harvard), jak również wiele z jej następców z XVIII w. (wszystkie pozostałe poza Cornell, jedynej uczelni w Lidze, która nie ma rodowodu sięgającego do okresu kolonialnego). Należą do niej trzy z najsłynniejszych uniwersytetów USA: Harvard, Princeton i Yale.

Wbrew jednak obiegowej opinii, Liga Bluszczowa nie jest jednak jednoznaczna z “ligą mistrzów”, czy też ligą najlepszych uczelni USA. W towarzystwie brakuje bowiem przynajmniej Stanford i MIT (często te 10 uczelni nazywa się “Ivy Plus”, czyli rozszerzoną Ligą Bluszczową), jak również innych wybitnych uczelni prywatnych (np. CalTech, University of Chicago, Duke), publicznych (UC Berkeley, University of Virginia, University of Michigan – Ann Arbor), czy wojskowych (West Point, Naval Academy). Dlaczego więc akurat te osiem uczelni należy do śmietanki wyższej edukacji w USA?

Bluszczowy futbol

Historia tej najbardziej prestiżowej (i pamiętajmy, “antycznej”) z uniwersyteckich lig na świecie sięga… połowy ubiegłego wieku. W 1954 roku rektorzy ośmiu uniwersytetów zgodzili się stworzyć ligę rozgrywek sportowych między swoimi uczelniami, zachowując przy tym pewne zasady odbiegające już wtedy powoli od komercjalizującego się świata uczelnianych sportów.

Uczelnie Ligi miały bowiem “starać się zachować znaczenie sportów [w życiu uczelnianym], utrzymując je jednak w odpowiedniej proporcji do głównych celów życia akademickiego.” Sposobami na utrzymanie tych standardów była wspólna polityka rekrutacji i przydzielania pomocy finansowej. Przynajmniej w teorii uczelnie Ligi Bluszczowej nie zaniżają wymagań akademickich w stosunku do członków uczelnianych drużyn sportowych i nie przyznają też stypendiów sportowych.

Dążenie do zachowania ideału studenta-sportowca stawia uczelnie Ligi Bluszczowej dokładnie naprzeciw ogólnego trendu komercjalizacji sportów akademickich. Wiele uczelni, zwłaszcza stanowych i stawiających na rozsławienie nazwy szkoły za pomocą zwycięstw jej drużyn sportowych, agresywnie rekrutuje sportowców nie zważając niemal na ich możliwości akademickie; oferuje hojne stypendia sportowe; inwestuje mnóstwo środków w rozbudowę stadionów i obiektów sportowych.

A skąd sama nazwa Ligi Bluszczowej? Pierwszy raz nazwa “college’ów bluszczowych” pojawiła się w druku w artykule Stanleya Woodwarda z New York Herald Tribune, gdy opisywał on rozgrywki futbolowe między ośmioma uczelniami (oraz Naval Academy). Sama nazwa wzięła się z bluszczu opinającego budynki tych starych uczelni.

Mniej oficjalna wersja głosi, że określenia tego użył po raz pierwszy reporter sportowy, narzekając, że wysłanie go na mecz Columbii i U.Penn jest równoznaczne z zesłaniem na obserwację jak rośnie bluszcz. Redakcyjny kolega, zainspirowany tym komentarzem, wymyślił wtedy określenie “Ligi Bluszczowej”.

Na szczycie

Oczywiście dla większości Amerykanów Liga Bluszczowa to przede wszystkim marka najlepszych, najbardziej prestiżowych uniwersytetów USA. Osiem uczelni Ligi rzeczywiście należy do najbardziej selektywnych szkół wyższych Ameryki: jedynie od 10 do 20% kandydatów dostaje się na siedem z nich (wyjątkiem jest Cornell); średni wynik SAT przyjętych na pierwszy rok oscyluje wokół 1400-1500 punktów na 1600 możliwych (stary SAT); wśród studentów 85-96% było w górnych 10% uczniów swoich szkół średnich.* Co roku wszystkie uczelnie Ligi plasują się w pierwszej 15-ce amerykańskich uczelni w rankingu US News & World Report.

Uniwersytety Ligi Bluszczowej mają też kilka innych cech wspólnych wyróżniających spośród 4000 amerykańskich uczelni wyższych. Wszystkie mają stosunkowo małą liczbę studentów undergraduate (studia bakałarskie, podstawowy poziom studiów wyższych). Najwięcej (ok. 13 tysięcy) studentów ma Cornell, a i tak jest to liczba niższa od większości stanowych uniwersytetów (na które uczęszcza 80% wszystkich studentów na poziomie undergraduate). Najmniej, bo jedynie 4-5 tysięcy studentów, mają Princeton, Yale i Dartmouth (patrz ramka).

Uczelnie Ligi Bluszczowej należą też do najbogatszych w USA i na świecie. Harvard, pierwszy na liście, ma kapitał żelazny w wysokości 22,6 miliarda dolarów. Oznacza to, że uniwersytet jest drugą najbogatszą organizacją nie nastawioną na zysk (non-profit) na świecie (po Fundacji Billa i Melindy Gatesów). Drugi najbogatszy uniwersytet, Yale, ma ponad 11 miliardów kapitału żelaznego. Niewiele z tyłu jest Princeton z niemal 9 miliardami. Wszystkie uczelnie bluszczowe mają przynajmniej miliard zasobów.

Wszystkie też są znaczącymi właścicielami nieruchomości oraz kołami rozruchowymi miejscowej gospodarki. Harvard posiada 1,8 km2 ziemi w Bostonie; Columbia jest drugim największym właścicielem nieruchomości w Nowym Jorku.

Przede wszystkim uniwersytety te są symbolem doskonałej jakości wykształcenia, przebogatych zasobów naukowych, profesorów najwyższej klasy itp. Na wielu z nich pracują laureaci nagrody Nobla i innych prestiżowych wyróżnień naukowych. Biblioteki uczelni Ligi Bluszczowej należą do najlepiej wyposażownych bibliotek uniwersyteckich na świecie. Sam Harvard posiada ponad 15 milionów woluminów (mniej jedynie od Biblioteki Kongresu USA). Pozostałe uczelnie łącznie posiadają 40 milionów woluminów i uczestniczą w międzyuczelnianej wymianie bibliotecznej, co pozwala studentom na korzystanie z zasobów całej Ligi Bluszczowej (do grupy tej nie należy Harvard).

Różne odcienie bluszczu

Najsłynniejsze na świecie uczelnie bluszczowe to Harvard, Princeton i Yale. Nazywane też są “wielką trójką”. Należące do najstarszych uczelni w USA, są też trzema kolejno najbogatszymi uczelniami (nie licząc całych systemów stanowych takich jak University of Texas). Praktycznie co roku te trzy uniwersytety znajdują się na trzech pierwszych miejscach w rankingu US News & World Report.

Jednak gdy myślimy o Lidze Bluszczowej, warto pamiętać, że wśród uczelni tych są duże różnice, nie tylko w podziale na “wielką trójkę” i “pomniejsze bluszcze” (ang.lesser Ivies). Ta pierwsza linia podziału odnosi się głównie do prestiżu oraz bogactwa uczelni. Ale inne są nie mniej ważne.

Wśród uczelni Ligi Bluszczowej mamy bowiem dwie kategorie szkół: olbrzymie uniwersytety, w których college, czyli część przeznaczona dla studentów undergraduate, jest niewielką cząstką całości; oraz mniejsze uczelnie zdominowane właśnie przez studentów undergraduate. Wszystkie szkoły Ligi Bluszczowej oferują wykształcenie na obu poziomach studiów wyższych: undergraduate i graduate. Ale różnią się rozłożeniem akcentów, co ma olbrzymie znaczenie dla studentów.

Do molochów uniwersyteckich należą Harvard (łącznie 19,6 tys. studentów), Columbia (23,5 tys.), U.Penn (19 tys.) i Cornell (20 tys.). Z tej czwórki “dużych” Bluszczów, jedynie na Cornell studenci na programie bakałarskim są większością. Na U.Penn undergraduates stanowią około połowy wszystkich studentów, na Harvardzie i Columbii mniej więcej jedną trzecią.

Pozostałe cztery uczelnie bardziej odpowiadają definicji klasycznego college’u, rozszerzonego o stosunkowo niewielki program studiów doktorankich i profesjonalnych. Przykładowo Brown ma 5,7 tys. studentów undergraduate, 1,700 doktorantów i kolejnych 700 studentów medycyny. Na Princeton na 4,600 przyszłych bakałarzy przypada jedynie 2,000 przyszłych magistrów i doktorów. Dartmouth, najmniejszy z Bluszczów, ma 4 tys. studentów undergraduate, 1,600 doktorantów i drugie tyle studentów szkół profesjonalnych (biznes, inżynieria, itp). Podobnie na Yale na 5 tysięcy studentów undergraduate przypada 2,5 tys. doktorantów i kolejne 2,5 tysiąca studentów na kierunkach profesjonalnych (prawo, biznes itp).

Dla studenta to rozróżnienie ma duże znaczenie. Na uczelni, na której studenci undergraduate stanowią główną populację, większy jest nacisk na dydaktykę, większe szanse na bliski kontakt studentów z profesorami (nie muszą konkurować o uwage profesorów z doktorantami), większe prawdopodobieństwo zaangażowania studentów na poziomie podstawowym w zaawansowane badania naukowe.

Duży kampus z kolei oferuje inne plusy: możliwość zapisania się na zajęcia w licznych szkołach profesjonalnych, lepsze rozeznanie w możliwościach dalszych studiów (szkoły profesjonalne są na miejscu), możliwość wykorzystania uwagi potencjalnych pracodawców, przyciągniętych na kampus przez szkoły profesjonalne.

Jednak na uniwersytetach, na których studenci undergraduate są mniejszością, to oni muszą wykazać się przedsiębiorczością, odwagą i inicjatywą, aby przebić się do profesorów czy dostać do laboratorium, w którym chcieliby pracować. Na wielu wydziałach, nawet na Harvardzie czy Columbii, najbliższy kontakt studenci mają nie z profesorami, ale z doktorantami, pracującymi jako asystenci. Przykładowo na Columbii na wydziale nauk politycznych recenzentami prac dyplomowych na studiach bakalarskich są doktoranci – asystenci dydaktyczni. Na Dartmouth, Brownie, Princeton czy Yale tę rolę pełniliby profesorowie.

Inna linia podziału między uczelniami Ligi Bluszczowej przebiega między uniwersytetami wielkomiejskimi (Harvard w Bostonie, Columbia w Nowym Jorku, U.Penn w Filadelfii) a resztą. Ta reszta to Brown i Yale, które mieszczą się w średniej wielkości miastach, odpowiednio Providence w RI i New Haven w CT, oraz uczelnie “na odludziu”, czyli Dartmouth (w Hanover w NH), Cornell (w Ithaca, na północy stanu Nowy York) i Princeton (położony stosunkowo najbliżej wielkich miast, bo ok. 1,5 godziny drogi od Nowego Jorku i Filadelfii).

Pierwsza trójka oferuje możliwości znalezienia stażu podczas roku szkolnego i korzystania z wielu atrakcji (kulturalnych i wszelkich innych) wielkiego miasta. Z kolei Dartmouth, Cornell i Princeton górują pod względem bezpieczeństwa na kampusie, jak również zachęcają studentów do skupienia się na nauce i na instensywnym życiu kampusowym, co z kolei wpływa na głębię kontaktów między studentami – a później absolwentami. Może nieprzypadkowo Princeton ma najwyższy spośród wszystkich uczelni Ligi odsetek absolwentów corocznie przekazujących donacje na rzecz Alma Mater (aż 61%).

Uczelnie Ligi Bluszczowej na pewno nie są też jednolite pod względem akademickim. Przykładowo Columbia University słynie ze swojego wymagania zaliczenia przez wszystkich studentów kanonu zachodniej cywilizacji w ramach tzw. core curriculum. Kanon ten obejmuje dwa semestry zachodniej myśli filozoficznej (od Platona i Arystotelesa po Nietzschego); dwa semestry literatury (od Homera po Virginię Woolf); semestr zachodniej muzyki; dwa semestry “logiki i wypowiedzi” (czyli sztuki wyrażania się w piśmie i mowie). Inne uniwersytety wymagają zaliczenia wykładów z różnych dziedzin w ramach tzw. distribution requirements, czyli wykształcenia ogólnego.

Pod tym względem znacząco od reszty Ligi Bluszczowej odbiega Brown ze swoją filozofią liberalnej edukacji. Brown zakłada, że każdy student jest odpowiedzialny za własne wykształcenie. Poza zaliczeniem przedmiotów w ramach swojego kierunku studiów, każdy student Browna może zapisać się na dowolne zajęcia na kampusie – nie ma żadnych narzuconych z góry wymaganych przedmiotów. Brown oferuje też seminaria dla pierwszorocznych studentów, specjalne zajęcia dyskusyjne prowadzone w małych grupach przez wybitnych profesorów. Brown słynie też z tego, że pozwala studentom na wzięcie wszystkich przedmiotów jedynie na zaliczenie (student otrzymuje wtedy na karcie przebiegu studiów ocenę “zadowalającą” zamiast tradycyjnej oceny literowej A,B, czy C). W praktyce większość studentów bierze przedmioty na stopnie – choćby po to, by uniknąć potem ewentualnych kłopotów przy staraniu się o przyjęcie do pracy czy na studia graduate.

Myliłby się ktoś, sądząc, że Liga Bluszczowa automatycznie oznacza ciężką pracę przez cztery lata studiów. Profesorowie na Harvardzie i Princeton skarżą się na inflację stopni, przez którą obecnie nawet i połowa populacji studentów utrzymuje średnią A- i powyżej. Znowu wśród “Bluszczów” występują różnice co do wymagań.

“Bluszcze” różnią się też pod względem atmosfery na kampusie. Princeton ma opinię uczelni dla poważnych (na swój wiek), idących według wskazań starszyzny młodych ludzi, nastawionych na przyszły sukces (ciekawy artykuł na ten temat można znaleźć w archiwach The Atlantic Monthly, “The Moral Life of the Organization Kid”, z marca 2001). U.Penn szczyci się mianem “imprezowego Bluszczu” (ang. party Ivy). Brown to z kolei uczelnia dla ciekawych typów (znana też jako cool Ivy albo happiest Ivy), znana też ze swojego liberalizmu i narodzin poprawności politycznej (ang. political correctness). Darmouth z kolei uznawany jest za najbardziej konserwatywną uczelnię bluszczową.

Jak widać nawet w Lidze Bluszczowej wybór uczelni nie jest obojętny. Rodzice pchający swoje dzieci w stronę bluszczu powinni najpierw się z nimi zastanowić, która uczelnia i dlaczego najbardziej by im odpowiadała. I prestiż nie jest tu bynajmniej względem, który powinien decydować o tym, gdzie spędzi się następne cztery lata życia.

* Dane wg US News & World Report, “America’s Best Colleges 2005″